Posty

Bezradność…

Obraz
… To słowo jest chyba najbardziej odpowiednie na określenie uczucia, które ogarnia widza oglądającego spektakl „Pogranica. Spektakl o tym, co się stało i dalej dzieje na granicy polsko-białoruskiej”. Spektakl Ady Tabisz i Jakuba Tabisza powstał „na podstawie rozmów i zdarzeń na polskiej granicy, gdzieś w lesie”. Twórcy zajęli się kryzysem migracyjnym na pograniczu, na szlaku Podlasia. Nie epatują śmiercią i wstrząsającymi obrazami, zresztą na scenie w ogóle nie pojawiają się „uchodźcy”. Są tylko bezradni ludzie stojący wobec obcych. Ludzie, którzy mogliby się zająć własnymi sprawami, bo mieszkają z dala od tamtych miejsc. I mieszkańcy Podlasia. Nie wiem, czy sprawa, a raczej sprawy ludzi w lesie przy granicy polsko-białoruskiej zostały naprawione. A raczej wiem na pewno, że nie. Dodam, że nie jestem ruskim ani białoruskim trollem. Po prostu chcę stać po stronie człowieka. Na wyborcza.pl, w artykule z 13 grudnia tego roku czytam: „Organizacje niosące pomoc humanitarną na granicy polsko...

Trzeba wybierać codziennie? Naprawdę?

Obraz
„Czekając na barbarzyńców”, pierwsza w Polsce teatralna adaptacja thrillera politycznego noblisty Johna Maxwella Coetzeego jest bardzo męcząca. I świetna! Właśnie po to chodzi się do teatru. Po realizacje poruszające, sprawiające, że można uruchomić myślenie nie tylko o przyjemnościach. Marek Fiedor, autor adaptacji, reżyser i scenograf tego przedstawienia we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, zaprosił widzów do współpracy. Spektakl zostaje w pamięci, a historia napisana wiele lat temu, okazuje się, niestety, być na czasie. Warto wspomnieć, że Coetzee swoją opowieścią zainteresował cenzurę w RPA. Akademia Szwedzka, przyznając autorowi Nagrodę Nobla, tak uzasadniła werdykt: „Thriller polityczny, rodem z tradycji Conradowskiej, w którym prostoduszność idealisty otwiera drzwi okrucieństwu.” Człowiek zwany Sędzią (znakomity jest Janusz Stolarski, grający we Współczesnym gościnnie) to zwyczajny, pograniczny urzędnik: dobrze wykonujący swoją pracę, zbliżający się do emerytury, korzystający z ...

Jak pokochać „Jesień”

Obraz
Do tej pory nie miałam pojęcia, że ta pora roku/życia może być tak intensywna, barwna. Po prostu piękna. Znakomitą książkę – pierwszą część cyklu „Pory roku”, napisała Ali Smith, szkocka autorka. Sama książka znalazła się w finale Nagrody Bookera 2017. Teatralną perłę uczynił z niej zespół Teatru Polskiego w Podziemiu, pod kierunkiem Katarzyny Minkowskiej. „Jesień” chce się oglądać nie tylko raz. Może nie tylko oglądać i słuchać, ale znaleźć się i być w „jesiennym” kokonie. Otula duszę, niczym lekki, ciepły koc. Jest to tym bardziej zaskakujące, że nie jest to komedia, nie jest to też opowieść o błahych sprawach, a wręcz przeciwnie – o sprawach bardzo poważnych. Jej lekkość i subtelność jest wypadkową mądrego traktowania całości przez zespół. Fabułą jest historia wyjątkowej relacji łączącej Elisabeth Demand (Justyna Janowska to aktorskie odkrycie. Odkrycie sezonu? Odkrycie roku? – jest znakomita!) z Danielem Gluckiem (nadzwyczajna, subtelna i wyrazista kreacja Tomasza Lulka). Ci dwoje ...

Żyjąc w środku, żyjąc obok

Obraz
„Jesteśmy tu i teraz” – taki napis wita widzów spektaklu „Stado. W środku jesteśmy baśnią”. I, jeśli damy się uwieść baśniowo-stadnej konwencji, „Stado” porwie nas i zostanie w sercach. Martyna Majewska – reżyserka i Agnieszka Wolny-Hamkało – dramaturżka, zanurzyły całość w filmowym świecie. Martyna Majewska bardzo luźno oparła scenariusz na filmach: „Osadzie” M. Night Shyamalana, „Dogville” Larsa von Triera i „Midsommar” Ari Astera, a także na reportażach „Światy wzniesiemy nowe” Urszuli Jabłońskiej. Powstała opowieść, wizualnie mocno związana z filmową formą, dzięki scenicznym „migawkom”, wyglądającym, jak żywcem przeniesione z X Muzy. W warstwie fabularnej „Stado” wiedzie nas przez życiowe wybory i wynikające z nich konsekwencje. Pyta, czy lubimy i chcemy żyć w społecznościach, czy jesteśmy zatwardziałymi indywidualistami, tylko od czasu do czasu zaglądającymi zazdrośnie do stadnej wioski? Czy stado jest dla nas bezpieczną formą życia? A może żyjemy w stadzie, bo boimy się istnieć p...

Mistrzostwo na dwie bure postaci i nienarzucający się głos

Obraz
Jak w teatrze dla najmłodszych realizować lub choćby zbliżyć się do bardzo poważnej koncepcji Jerzego Grotowskiego „ku teatrowi ubogiemu”? Bardzo pięknie zrobili to twórcy przedstawienia „Kulawa Kaczka i ślepa Kura”, przeznaczonego dla dzieci w wieku 5+. Trudno wymagać, żeby – jak wymaga tego koncepcja – nie było podziału na przestrzenie: sceniczną i widownię, ale Scena Kameralna została rzeczywiście pozbawiona wszystkiego, co zbędne. Twórcy słusznie zdali się na własną kreatywność i pracę oraz na wyobraźnię dzieci. Ta ostatnia nie ma przecież granic, nie potrzebuje nieskończonej ilości pozłoty, jaskrawych kolorów, setek rekwizytów, tylko twórczego wsparcia dorosłych. Oczywiście, nie mam nic przeciwko wielkim i barwnym przedstawieniom, ale bardzo cenię te małe i bure. Bo w burości kryje się wiele szczegółów i barw. Na scenie przyciągają uwagę: kulawa Kaczka (Marta Kwiek), ślepa Kura (Anna Makowska-Kowalczyk) i pozbawione zbędnych ozdobników drzewo. Kaczki i Kury nie odziano w pióra, t...

Jazztopad czas zacząć

Obraz
Trudno uwierzyć, ale przed nami już 21. edycja tego niezwykłego festiwalu. Niezwykłego, bo odkrywającego zupełnie nowe przestrzenie jazzu i szeroko rozumianej muzyki improwizowanej. Przez lata bardzo wiele działo się na Jazztopadzie. Grany był m.in. jazz japoński, koreański, turecki. Słuchaliśmy muzyków z różnych krajów, scalających jazzowe tradycje z dźwiękami własnych muzycznych korzeni. Warto dodać, że specjalne edycje wrocławskiej imprezy odbywają się w Stanach Zjednoczonych. Wróćmy jednak do najbliższego, wrocławskiego kręgu. „Będziemy mogli po raz kolejny celebrować koncerty mistrzów jazzu i muzyki improwizowanej oraz wspólnie odkrywać nowych, jeszcze mało znanych w Polsce artystów. Wszyscy tworzą wspaniałe i unikalne projekty, o czym przekonamy się tej jesieni” – pisze we wstępie Piotr Turkiewicz, dyrektor artystyczny Jazztopad Festival. Tegoroczny Jazztopad zacznie się 15 listopada, potrwa do 24 listopada. Festiwal otworzy koncert poświęcony Ornette’owi Colemanowi, w którym wys...

Romeo i Julia: Wszystko kończy się śmiercią

Obraz
W świecie skazanym na swój własny koniec nie jest łatwo kochać. Nawet wtedy, kiedy wszystko rzuca się na szalę (albo do szklanej fiolki). Jan Klata nie wywrócił szekspirowskiej treści o 180 stopni, więc wiemy, „o czym jest sztuka”, już przed pierwszym dzwonkiem wzywającym na widownię. Ale jeszcze nie wiemy, że będzie to musical – perła w swoim gatunku. Jestem entuzjastką musicalowej wersji „Romea i Julii”. Może dlatego, że przecudowne songi są tu równie ważne, co dialogi. A słowa piosenek równie dobre, jak muzyka. Muzyka nie jest oszczędna, oszałamia bogactwem dźwięków, tropów, różnorodnością. Endy Yden stworzył ją tak, że mimo wszystkich swoich barw, nie przysłania widowiska, a jest z nim zespojona każdą nutą. Pod dyrekcją Adama Skrzypka została zagrana doskonale. Jestem entuzjastką… może z powodu kolekcji haute couture, prezentowanej przez aktorów między nagrobkami i na nich. Podziwiam kostiumy, od delikatniejszych, pudrowych różów Pani Capuletti po zdecydowanie mniej dyskretną sukn...