Niech ten sen się nie kończy
Dawno nie przeżyłam tak dziwnego procesu emocjonalnego oraz poznawczego, siedząc w teatralnym fotelu. Od zdumienia, lekkiej niechęci, czekania „kiedy to się skończy”, do zachwytu. Tak, tak, „Państwo Snu” wywołuje emocje ekstremalne. Może nic dziwnego, skoro spektakl został zrealizowany na podstawie właściwie nieznanej powieści Alfreda Kubina (malarza, prekursora surrealizmu) pt. „Po tamtej stronie”, w dodatku często kwalifikowanej jako powieść fantastyczna. To zaszeregowanie oczywiście nie przekreśla dobrego odbioru, nawet, jeśli niespecjalnie się lubi fantastykę. Dodam, że właśnie niespecjalnie lubię fantastykę, ale ten spektakl lubię bardzo. Senne marzenia, koszmary, sny dobre, złe, prorocze – sam gatunek, zawarty przecież już w tytule przedstawienia, prowokuje do powstania czegoś przerastającego rozumienie odbiorcy. I łatwo się pogubić – i w tworzeniu dzieła, i w jego odbiorze. Ale, jeśli przychodzi się do teatru nie po banalną rozrywkę, tylko będąc otwartym na to, co odbędzie się n...