Posty

Co Don Kichot robiłby w naszym obłąkanym świecie?

Obraz
Nadzwyczajnie piękna jest najnowsza premiera Opery Wrocławskiej. „Don Quichotte” Jules'a Masseneta we współczesności to doskonały pomysł. I, dodam, doskonale zrealizowany. Marek Weiss-Grzesiński – reżyser spektaklu – osadził akcję w domu obłąkanych (szpitalu?), w cudownym lesie, na dyskotece (lub jej rodzaju). Don Kichot, idący pod prąd trendów światowych, walczy z bardzo, bardzo groźnymi i przerażającymi wiatrakami. I musi podejmować decyzje bolesne, boleśnie zrozumiałe. A przecież jest delikatnym człowiekiem. W jego delikatności i subtelności jest siła. Siła człowieka niedzisiejszego, ale nie naiwnego. Po piątkowej premierze przeczytałam celną opinię Romana Osadnika, dyrektora warszawskiego Teatru Studio, doceniającego sięganie przez Operę Wrocławską po „mniej oczywisty repertuar” i „dzieła rzadziej wystawiane”. Cieszę się, bo też tak myślę. Massenet skomponował swoje dzieło do libretta Henriego Caina, zostało ono wystawione po raz pierwszy w roku 1910. Była to historia tylko del...

Czekać, jak to łatwo powiedzieć... mistrzowska „Odyseja”

Obraz
Co to jest za przepiękna historia! Jaka (niestety), wciąż aktualna… I jak mistrzowsko: opowiedziana, zagrana, wyśpiewana, pokazana. Majstersztyk! „Odyseja” to cud na Scenie Ciśnień wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol. Każda osoba powinna ją obejrzeć. Epos Homera, napisany dwa i pół tysiąca lat temu, jest świeży, a historie ludzi opowiedziane na scenie bolesne, szarpiące duszę. I zrozumiałe, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj, dziś. W centrum wydarzeń jest nie tylko cierpiący, straumatyzowany Odyseusz (w tej roli występujący gościnnie w Capitolu Sambor Dudziński – mistrz drobnych gestów, spojrzeń i gry na instrumencie), ale także Penelopa (Justyna Szafran jest mistrzynią prezentacji zmian w sercu kobiety, zachodzących przez lata czekania na ukochanego mężczyznę). Odyseusz wraca z całkiem wygodnego miejsca, by ocalić siebie samego. Czy ocalenie siebie samej jest pisane także Penelopie? Jarosław Murawski, autor scenicznego tekstu, nie „przepisał” go na współczesny język, wykorzy...

Najwspanialsze baśnie to te „złe”

Obraz
Kto jeszcze nie był, proszę pędzić na ulicę Księcia Witolda. Piekarnia Żywa Kultura dzięki Wrocławskiemu Teatrowi Pantomimy stała się miejscem, w którym z pieca wychodzi ciepły, niczym świeży bochenek, sens zła rozumianego na nowo. Od dłuższego czasu Wrocławski Teatr Pantomimy zaskakuje. Na pewno swoich najdawniejszych widzów, bo coraz częściej używa słów. Te zaskoczenia są coraz bardziej pozytywne. A we współpracy z Marcinem Liberem, głównym piekarzem „Złych baśni”, zaskoczenie osiągnęło swoistą kulminację. Wbrew tytułowi spektaklu – „Złe baśnie” – kulminację dobra. Kanwą „Złych baśni” stały się te napisane przez braci Grimm i zebrane w tomie „Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm” w wyborze i przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej. Marcin Liber, autor adaptacji i reżyser przedstawienia, pisze o nim we wstępie: „Złe baśnie” nie są skierowane do dzieci, ale do byłych dzieci, które chcą wreszcie zrozumieć, czym je „karmiono”. Czym nasiąkły za młodu. To a...

Najpełniejszy i najpiękniejszy bazar świata

Obraz
Są spektakle zachwycające pomysłem, poruszanymi tematami, perfekcją wykonania. I są takie, które nie tylko treścią oraz formą zapadają w serca, bo ich twórcy ogrzewają widzom serca. I takim spektaklem jest najnowsza premiera na Scenie Restauracja we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol. Co to jest za wspaniały „ON (BAZ)AIR”! Do przeżycia niezwykłych chwil nie jest wcale potrzebny bazar egzotyczny. Wystarczy ten nasz, zwyczajny, z białym serem, rzodkiewką, naleśnikami, zegarkami, stertą plastikowych pojemników i różami. Tu naprawdę można złapać oddech. Wszystko aż kipi życiem. Opowieści bazarkowe prezentuje Rafał Derkacz, debiutujący formą monodramu. Jest świetny, to debiut, którego nie da się zapomnieć. Aktor chwyta za serce prawdziwością emocji i z serca opowiadanych ludzkich spraw. Oglądając bazarowe życie wzruszamy się, serdecznie śmiejemy i martwimy o przyszłość użytkowników bazaru z każdej strony lad/stoisk/dywaników. Nieduża z natury forma monodramu w rękach twórców tego przedst...

„Raj utracony [?]”, czyli 60. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego

Obraz
W niespokojnej rzeczywistości w Polsce, dramatycznej poza jej granicami, trudno jest znaleźć własne, harmonijne miejsce. Czy ludzkość już straciła swój raj? Czy może właśnie traci go kolejny raz? Czy siła muzyki pomoże nam znaleźć wytchnienie i właściwą drogę? W swoje 60. urodziny Wratislavia Cantans będzie rozbrzmiewać pod artystyczną dyrekcją Andrzeja Kosendiaka – osoby, która festiwal zna świetnie, bo przecież, jak opowiedział Jakubowi Kukli w wywiadzie, na początku był słuchaczem wydarzeń i wiele z nich pamięta do dziś. Trzydzieści cztery lata temu po raz pierwszy wystąpił na festiwalu, potem kierował nim jako całością, prowadząc i festiwal, i Narodowe Forum Muzyki. Andrzej Kosendiak zna więc świetnie tradycje festiwalu, wyzwania przed nim stojące i potrzeby nas, melomanów. „(…) myślę, że siłą festiwalu cały czas jest jego formuła. Wciąż muzyka wokalno-instrumentalna, głos ludzki, utwory oparte na tekście są tym elementem, który odróżnia Wratislavię Cantans od innych wydarzeń kultu...

Nie wrzucajcie nas do wrzątku!

Obraz
Kiedy człowiek choruje ciężko, a nawet terminalnie, jego świat staje na głowie. To oczywiście banalne stwierdzenie. Podobnym banałem są frazy „warto przejść godnie przez życiowy kryzys”, „trzeba zrobić wszystko, by nie stracić nadziei”. Tylko, że banalna rzeczywistość nie jest nieważna, warto się nad nią pochylić z czułym zainteresowaniem. W końcu życie i śmierć składają się z bardzo wielu banalnych zdarzeń, najważniejszych, bo przeżywanych przez nas. Bardzo ładnie pokazuje to team artystów Teatru Kombinat, w spektaklu „Lobster”. Trzeba być silną osobowością, a taką niewątpliwie jest chorująca terminalnie Ewa (Angelika Wójcik), by chorować, delikatnie mówiąc, niestereotypowo. Ewa traktuje chorobę jako wydarzenie ekonomiczne, pokazuje, jak mierzyć się z ZUS-em (dostaniemy informacje, co na siebie włożyć, żeby urzędnicy zrozumieli nasze potrzeby!). Dla niej jest to także wydarzenie związane z pracą, z twórczością i realizowaniem podcastów, z matką, ze swoim własnym „ja”, z partnerem i w...

Nikt tak nie uczy tolerancji i współistnienia…

Obraz
… jak Wrocławski Teatr Lalek! „Zła dziewczynka”, najnowsza premiera dla dzieci w wieku 7+, jest po prostu wspaniała. W dodatku (bardzo cennym dodatku!), przedstawienie dla młodych widzów wręcz porywa dorosłych. Koniecznie trzeba je obejrzeć, zachęcam nie tylko osoby, które na co dzień mierzą się w trudnym tematem neuroróżnorodności, ale także wszystkie, dla których ważny jest temat współistnienia we wspólnocie. Nikomu przecież nie trzeba tłumaczyć, że wszyscy w niej żyjemy, a chodzi o to, żeby żyło nam się mądrze, dobrze i wygodnie. Wartości edukacyjnych nie warto prezentować w sposób nadęty, moralizatorski. Nie warto też ich przekolorować, osładzać trudności, bo widzowie przejedzą się nimi, jak cukrową watą. Teatralny duet: Maria Wojtyszko (tekst i dramaturgia) i Jakub Krofta (reżyseria) dobrze znają dzieci i sceniczną materię. We współpracy z rewelacyjnym zespołem powstała perła! Przyznam, że oglądając zdjęcia z prób przed premierą, zniechęciłam się widokiem bardzo odważnych kostiumó...