Posty

Wratislavia Cantans wskaże naszą odpowiedzialność?

Obraz
Tegoroczny, 61. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego ma hasło „Smuga cienia”. Trzeba przyznać, że wyjątkowo intrygujące, zwłaszcza w kontekście czasów, w których żyjemy. Zeszłoroczna, jubileuszowa edycja festiwalu nosiła tytuł „Raj utracony [?]”. Tegoroczna fraza „Smuga cienia” nawiązuje do noweli Josepha Conrada pod tym właśnie tytułem. Uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy ubiegłego wieku, Conrad napisał swoją nowelę w 1916 roku. Wielu uważa, że nawiązał do I wojny światowej. Conradowska „smuga cienia” to przekraczanie granic, opowieść o trudnych czasach, trudnych decyzjach, odpowiedzialności, dojrzałości, zagrożeniach, wspólnocie. Czyli o tym, bez czego nie istnieje życie. Wratislavia Cantans po raz drugi rozbrzmi pod artystyczną dyrekcją Andrzeja Kosendiaka, muzyka świetnie znającego sam festiwal, Narodowe Forum Muzyki, występujących artystów i oczekiwania melomanów. A może nie tyle oczekiwania, co potrzeby, nawet te, których nie nazywamy, ...

Niech ten sen się nie kończy

Obraz
Dawno nie przeżyłam tak dziwnego procesu emocjonalnego oraz poznawczego, siedząc w teatralnym fotelu. Od zdumienia, lekkiej niechęci, czekania „kiedy to się skończy”, do zachwytu. Tak, tak, „Państwo Snu” wywołuje emocje ekstremalne. Może nic dziwnego, skoro spektakl został zrealizowany na podstawie właściwie nieznanej powieści Alfreda Kubina (malarza, prekursora surrealizmu) pt. „Po tamtej stronie”, w dodatku często kwalifikowanej jako powieść fantastyczna. To zaszeregowanie oczywiście nie przekreśla dobrego odbioru, nawet, jeśli niespecjalnie się lubi fantastykę. Dodam, że właśnie niespecjalnie lubię fantastykę, ale ten spektakl lubię bardzo. Senne marzenia, koszmary, sny dobre, złe, prorocze – sam gatunek, zawarty przecież już w tytule przedstawienia, prowokuje do powstania czegoś przerastającego rozumienie odbiorcy. I łatwo się pogubić – i w tworzeniu dzieła, i w jego odbiorze. Ale, jeśli przychodzi się do teatru nie po banalną rozrywkę, tylko będąc otwartym na to, co odbędzie się n...

Ciszej i ciszej co dnia

Obraz
Agata Kucińska jest Osobą, która przytrafia się raz na wiele lat. Na pokolenie? Na czyjeś pojedyncze życie? Jestem bardzo wdzięczna, że jest i że pracuje. Ta artystka teatru lalek (a przecież nie tylko lalkami się zajmuje), jest jedną z najwybitniejszych. Jest wzorcem z Sèvres sztuki aktorskiej. I nie tylko sztuki! Jest wzorcem uważności. Bo bez uważności nie da się tworzyć, można tylko odtwarzać. Życiem jest tworzenie, nie odtwarzanie. Cieszę się, że ta wielka postać sięgnęła po książkę Małgorzaty Halber „Hałas” i użyła jej do stworzenia nadzwyczajnego spektaklu pod tym samym tytułem, składając go z własnymi tekstami. Co tam, stworzenia spektaklu. Przecież aktorka, tkając ludzika, prowadząc go przez ulicę na wiecznie czerwonym świetle, dając mu jego własne, małe i ważne życie, tworzy prawdziwy wszechświat, prawdziwy, cudny mikrokosmos. I każda osoba oglądająca ją (właściwie ich) na maleńkiej scenie, na której zwykle prezentowane są przedstawienia dla małych widzów, tych w wieku, powie...

Studium rozpaczy, samotności i nadziei ponad wszystko

Obraz
Na spotkania z marionetką i osobą aktorską idę do „Lalek” nie tyle po zabawę, ile po mądry ogląd świata. Oglądając spektakl „Matei Brunul”, przeznaczony – co ważne, dla widzów powyżej 16. roku życia – nie zawiodłam się. Jest po co odwiedzić „Lalki”. Na Małej Scenie króluje szarość, duszność i strach. Syn Włoszki i Rumuna, marionetkarz Matei (Tomasz Szczygielski), zostaje niesłusznie oskarżony i trafia do koszmarnego obozu pracy. Nawet nie wie, co „złego” zrobił. Jest torturowany, wypada z trzeciego piętra bloku, w którym pracował, traci pamięć. Wciąż cierpi na amnezję, kiedy go wypuszczają. Zaczyna pracować w Państwowym Teatrze Lalek. Jest z nim Bazylek – marionetka (bardzo udana postać zaprojektowana przez Macieja Luścińskiego). Towarzystwo lalki zdaje się być słabą pociechą dla dorosłego człowieka, ale Bazylek pomaga. Można z nim pogadać, a nawet pójść na spacer. Można próbować sięgnąć do głębi duszy marionetki. Czy Bazylek jest jedyną postacią z dawnego świata, zostawionego w oparac...

46. PPA: Niebanalność, kreatywność, wspaniałość!

Obraz
Co to była za przepiękna, dziesięciodniowa prezentacja wachlarza możliwości aktorskiej piosenki, jej użycia, kontekstów, interpretacji! Piosenki oczywiście szeroko rozumianej. Bo twórcy Przeglądu Piosenki Aktorskiej nie ograniczają wyobraźni i nie mieszczą się w ramach. Po prostu w żadnych ramach. 46. Przegląd Piosenki Aktorskiej zakończył się w niedzielę (29 marca) przecudownym koncertem. Nie boję się użyć tego określenia, bo Zofia Sofinka Imiela, laureatka Grand Prix zeszłorocznego Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki, była po prostu olśniewająca. Artystka tak zapowiadała koncert „Confluence”: „to nie jest skończona opowieść, lecz podróż: splot korzeni i wpływów, tradycji i eksperymentu, przeszłości i teraźniejszości. Ta historia nie ma końca. Ta historia nieskończenie płynie dalej”. Nadzwyczajnie piękne teksty Sofinki (brawo za mądre spojrzenie na ojczyznę), podane z towarzyszeniem fortepianu, który nie był instrumentem towarzyszącym, ale samym sercem całości, świetny kontraba...

Co Don Kichot robiłby w naszym obłąkanym świecie?

Obraz
Nadzwyczajnie piękna jest najnowsza premiera Opery Wrocławskiej. „Don Quichotte” Jules'a Masseneta we współczesności to doskonały pomysł. I, dodam, doskonale zrealizowany. Marek Weiss-Grzesiński – reżyser spektaklu – osadził akcję w domu obłąkanych (szpitalu?), w cudownym lesie, na dyskotece (lub jej rodzaju). Don Kichot, idący pod prąd trendów światowych, walczy z bardzo, bardzo groźnymi i przerażającymi wiatrakami. I musi podejmować decyzje bolesne, boleśnie zrozumiałe. A przecież jest delikatnym człowiekiem. W jego delikatności i subtelności jest siła. Siła człowieka niedzisiejszego, ale nie naiwnego. Po piątkowej premierze przeczytałam celną opinię Romana Osadnika, dyrektora warszawskiego Teatru Studio, doceniającego sięganie przez Operę Wrocławską po „mniej oczywisty repertuar” i „dzieła rzadziej wystawiane”. Cieszę się, bo też tak myślę. Massenet skomponował swoje dzieło do libretta Henriego Caina, zostało ono wystawione po raz pierwszy w roku 1910. Była to historia tylko del...

Czekać, jak to łatwo powiedzieć... mistrzowska „Odyseja”

Obraz
Co to jest za przepiękna historia! Jaka (niestety), wciąż aktualna… I jak mistrzowsko: opowiedziana, zagrana, wyśpiewana, pokazana. Majstersztyk! „Odyseja” to cud na Scenie Ciśnień wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol. Każda osoba powinna ją obejrzeć. Epos Homera, napisany dwa i pół tysiąca lat temu, jest świeży, a historie ludzi opowiedziane na scenie bolesne, szarpiące duszę. I zrozumiałe, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj, dziś. W centrum wydarzeń jest nie tylko cierpiący, straumatyzowany Odyseusz (w tej roli występujący gościnnie w Capitolu Sambor Dudziński – mistrz drobnych gestów, spojrzeń i gry na instrumencie), ale także Penelopa (Justyna Szafran jest mistrzynią prezentacji zmian w sercu kobiety, zachodzących przez lata czekania na ukochanego mężczyznę). Odyseusz wraca z całkiem wygodnego miejsca, by ocalić siebie samego. Czy ocalenie siebie samej jest pisane także Penelopie? Jarosław Murawski, autor scenicznego tekstu, nie „przepisał” go na współczesny język, wykorzy...