Czekać, jak to łatwo powiedzieć... mistrzowska „Odyseja”


Co to jest za przepiękna historia! Jaka (niestety), wciąż aktualna… I jak mistrzowsko: opowiedziana, zagrana, wyśpiewana, pokazana. Majstersztyk! „Odyseja” to cud na Scenie Ciśnień wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol. Każda osoba powinna ją obejrzeć.
Epos Homera, napisany dwa i pół tysiąca lat temu, jest świeży, a historie ludzi opowiedziane na scenie bolesne, szarpiące duszę. I zrozumiałe, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj, dziś.
W centrum wydarzeń jest nie tylko cierpiący, straumatyzowany Odyseusz (w tej roli występujący gościnnie w Capitolu Sambor Dudziński – mistrz drobnych gestów, spojrzeń i gry na instrumencie), ale także Penelopa (Justyna Szafran jest mistrzynią prezentacji zmian w sercu kobiety, zachodzących przez lata czekania na ukochanego mężczyznę).
Odyseusz wraca z całkiem wygodnego miejsca, by ocalić siebie samego. Czy ocalenie siebie samej jest pisane także Penelopie?
Jarosław Murawski, autor scenicznego tekstu, nie „przepisał” go na współczesny język, wykorzystując tłumaczenie Lucjana Siemieńskiego z 1873 roku. Nie obawiajcie się Państwo, tekst jest zrozumiały, brzmi pięknie, nie ma żadnych zbędnych udziwnień.
Teksty autorskie powstały z inspiracji utworami: „Podróż” Zbigniewa Herberta, „Moby Dick” Hermana Melville’a, „Heroidy” Owidiusza. Pięknie się te słowa układają w opowieść płynącą gładko, bez najmniejszego pęknięcia.
Twórcy przedstawienia wykorzystali też fragmenty książki „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej, żony Wojciecha Jagielskiego, wojennego korespondenta. Monolog Justyny Szafran jest przejmujący. Jej Penelopa, wyzuta z chęci życia, ponad wszelką miarę wyeksploatowana czekaniem na mężczyznę życia, w rozmowie z Psychoterapeutką (Emose Uhunmwangho) zdradza, że nie wszystko jest stracone, bo wciąż lubi wiele drobiazgów składających się na zwyczajną codzienność: kawę, koszenie traw… Tu Justyna Szafran pokazuje pazur humoru, nadając życiu Penelopy odrobinę lekkości. Słuchając jej, widziałam współczesne Penelopy, czekające na swoich wojujących mężczyzn, opierające się temu, co możliwe do uniknięcia i temu, czego uniknąć się nie da.
W tej „Odysei” każdy może znaleźć siebie. Bo przecież każdy i każda czeka lub może kiedyś czekać na kogoś zmagającego się z wojną/kryzysem/chorobą/trudnościami. I każdy oraz każda z nas przeżywa swoje własne życie, na które składają się przecież nie tylko radosne elementy i zdarzenia.
Małgorzata Warsicka, reżyserka całości, dała nam możliwość uczestniczenia w zmaganiach Odyseusza, mierzącego się z własną potrzaskaną psychiką. I Penelopy, której zespół stresu pourazowego wcale nie jest mniejszy, niż wojownika. Justyna Szafran i Sambor Dudziński trafnie wskazali, że efekt czekania i spełnienia marzenia wcale nie muszą być udane. Przecież Penelopa musi stawić czoła pielęgnacji ciała mężczyzny, którego trudno rozpoznać.
Nie tylko ta aktorska dwójka sprawdza się na scenie. Emose Uhunmwangho zmienia się, niczym kameleon i jest wspaniała w każdej ze swoich czterech kreacji.
Świetnie radzą sobie najmłodsi aktorzy. Karolina Klich mierzy się z aż sześcioma rolami, a każda z nich jest perfekcyjna. Podobnie jak kreacje Dawida Suliby – jest ich aż siedem i wszystkie warte dostrzeżenia.
Znacząco podbija wartość tekstu i całego przedstawienia muzyka – ogromne brawa dla jej twórcy Pawła Romańczuka (jeśli ktoś z Państwa nie zna jego Małych Instrumentów, powinien je poznać czym prędzej). Te łagodne, perfekcyjne dźwięki są delikatną spoiną całości. Warto dodać, że Paweł Romańczuk wykorzystał m.in. instrument cristal baschet z rodziny Euphonów, którego historia sięga 1789 roku, a po raz ostatni był prezentowany w dawnym Wrocławiu, w roku 1827. Artysta gra także na waterphonie, pionie, trójkątach obrotowych, fideli, udu, bar chimesach, abletonie i basówce. Bogactwo instrumentarium przekłada się na bogactwo dźwięków.
Karolina Klich zaprezentowała niezwykłe umiejętności, grając na marimbie, toy piano i chińskiej cytrze guzheng. Sambor Dudziński wykrzesał cudne dźwięki z ukraińskiego fletu o nazwie sopiłka. Podobnie, jak Dawid Suliba na kontrabasie. Warto tego słuchać.
Zapewniam melomanów, że spektakl to także muzyczna uczta, nie tylko instrumentalna, ale też głosowa, bo przepięknie śpiewają Justyna Szafran i Emose Uhunmwangho.
Podziwiam wysmakowane kostiumy, podkreślające postaci, ale nie przykrywające ich osobowości. Przysłowiowym strzałem w dziesiątkę okazała się także pełna prostoty scenografia.
Powrót do samego i samej siebie – czy to zadanie mogą spełnić bohaterowie „Odysei”? Czy my, uwikłani w labirynty zdarzeń, możemy wrócić do siebie?
Małgorzata Matuszewska
Fot. Łukasz Giza/Teatr Muzyczny Capitol
„Odyseja”. Tekst sceniczny: Jarosław Murawski, reżyseria: Małgorzata Warsicka, muzyka: Paweł Romańczuk, scenografia, światło, kostiumy: Katarzyna Borkowska, ruch sceniczny: Agnieszka Jachym, reżyseria dźwięku: Bartłomiej Góra, przygotowanie wokalne: Marta Budzyńska-Solarska, Marzena Matyla, inspicjenci i suflerzy: Małgorzata Szeptycka, Hubert Michalak, Wojciech Kupczyński, Agata Jaszke. Obsada: Penelopa: Justyna Szafran, Odyseusz: Sambor Dudziński (gościnnie), Zeus/Posejdon/Telemach/Antinoj/Kyklop/Elpenor/Hermes: Dawid Suliba, Atena/Psychoterapeutka/Tejrezjasz/Kyklop: Emose Uhunmwangho, Nausyka/Kirke/Kalypso/Dziewczyna/Matka/Kyklop: Karolina Klich (gościnnie). Premiera24 stycznia 2026 r. na Scenie Ciśnień Teatru Muzycznego Capitol.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szalona wycieczka z Sherlockiem… w iście szalone strony

Nikt tak nie uczy tolerancji i współistnienia…