Najwspanialsze baśnie to te „złe”
Kto jeszcze nie był, proszę pędzić na ulicę Księcia Witolda. Piekarnia Żywa Kultura dzięki Wrocławskiemu Teatrowi Pantomimy stała się miejscem, w którym z pieca wychodzi ciepły, niczym świeży bochenek, sens zła rozumianego na nowo.
Od dłuższego czasu Wrocławski Teatr Pantomimy zaskakuje. Na pewno swoich najdawniejszych widzów, bo coraz częściej używa słów. Te zaskoczenia są coraz bardziej pozytywne. A we współpracy z Marcinem Liberem, głównym piekarzem „Złych baśni”, zaskoczenie osiągnęło swoistą kulminację. Wbrew tytułowi spektaklu – „Złe baśnie” – kulminację dobra.
Kanwą „Złych baśni” stały się te napisane przez braci Grimm i zebrane w tomie „Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm” w wyborze i przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej.
Marcin Liber, autor adaptacji i reżyser przedstawienia, pisze o nim we wstępie: „Złe baśnie” nie są skierowane do dzieci, ale do byłych dzieci, które chcą wreszcie zrozumieć, czym je „karmiono”. Czym nasiąkły za młodu. To akt odwagi, otworzyć drzwi do komnaty, w której kryje się przeszłość i nie odwrócić wzroku.
Na scenie pojawiają się opowieści o rodzicach, którzy krzywdzą, o dzieciach, które milczą lub się mszczą, o ciałach, które zostają zbrukane, ale nie zapomniane. Każda historia to osobny epizod – formalnie i estetycznie inny – połączone muzyką na żywo i cielesną choreografią”.
Jako była dziewczynka, której nigdy nie serwowano baśni braci Grimm i która bała się każdej, choć trochę strasznej bajki, szłam na ten spektakl z duszą na ramieniu, bojąc się bać. A teraz wiem, że koszmar, którym karmią nas ludzkie potwory we współczesnej rzeczywistości sprawia, że baśniami i tym znakomitym przedstawieniem zła nie da się człowieka przestraszyć. Oczywiście, o ile nie jest dzieckiem, ale przecież spektakl jest przeznaczony dla widzów w wieku 16+.
„Złe baśnie” są doskonałością na każdym poziomie i w każdym możliwym wymiarze.
Aktorzy Pantomimy i ci gościnni w formie, której nie da się przecenić. Co za ruch, co za mimika, co za precyzja w poruszaniu ustami zgodnie z głosem narratorki! W spektaklu pantomima łączona jest ze współczesnym tańcem, bez żadnego zgrzytu. Brawo za choreografię dla Hashimotowiksy – Pauliny Jaksim i Katarzyny Kulmińskiej.
Wyjątkowym elementem jest black metal, gra na żywo zespół T H V N. Nie obawiajcie się, nie ogłuchniecie, bo Teatr wyposaża widzów w zatyczki do uszu, których zresztą nie trzeba używać, bo dźwięki nie są aż tak agresywne, żeby nie dało się tego słuchać.
Chyba większe emocje odczują wrażliwe osoby na widok dojmującej scenografii Mirka Kaczmarka – są tu mózgi, hektolitry krwi i inne powidoki zła.
„Złe baśnie” to opowieść o rodzinie, o społeczności trawionej przez zło. Są tu i kanibalizm, i śmierć, i morderstwo. Niesamowicie przejmująco zagrane przez zespół. Te baśnie, wyciągnięte przecież z ludowych opowieści, w ludziach są zakorzenione bardzo głęboko. Wszystkie osoby na scenie warto dostrzec. Agnieszka Kulińska jest doskonała jako dzieciobójczyni, Jan Kochanowski Złem wręcz błyszczącym. Duet Karoliny Pewińskiej (Dziewczyna bez rąk) i Jakuba Pewińskiego (jej męża) to wcielona, perfekcyjna historia kłamstw, która może się zdarzyć także dziś.
Wszystko zaczyna się słowem „cześć”. To powitanie zła, ale nie jego akceptacja. Bo chodzi o to, żeby zła na świecie nie zaakceptować. Chodzi o to, by je widzieć i nie dać mu żyć. Świetny jest finał z piosenką „Te sound of silence”. Simon & Garfunkel śpiewają: „Hello darkness, my old friend, I've come to talk with you again”. Rozmawiać trzeba także z ciemnością, ale nie wolno dać się jej przekrzyczeć.
Jak w każdej porządnej opowieści, jest tu zawarta swoista mantra/zaklęcie. „Szatan to szmata, k(*) garbata”, słyszymy. Ta fraza zostanie ze mną na bardzo długo.
Małgorzata Matuszewska
Fot. Natalia Kabanow/Wrocławski Teatr Pantomimy
„Złe baśnie”, adaptacja i reżyseria: Marcin Liber. Scenografia, kostiumy i reżyseria świateł: Mirek Kaczmarek. Choreografia: Paulina Jaksim i Katarzyna Kulmińska | Hashimotowiksa. Muzyka na żywo: T H V N /band/ w składzie Marcel Pociecha (gitara, wokal), Jarosław Jazienicki (perkusja), Michał Jarosz (perkusja live), Marceli Hryniewicki (bas, wokal), Maciej Rzońca (wokal, ambienty). Sound design i ambienty muzyczne: Maciej Rzońca. Projekt plakatu: Adam Jedynak, w plakacie został wykorzystany obraz "Diabeł" Macieja Salamona. Występują: mieszkańcy wsi Griny: Artur Borkowski, Izabela Cześniewicz, Agnieszka Dziewa, Paulina Jóźwin, Jan Kochanowski, Sandra Kromer-Gorzelewska, Agnieszka Kulińska, Eloy Moreno Gallego, Karolina Pewińska, Jakub Pewiński, Monika Rostecka, Krzysztof Szczepańczyk, Julia Totoszko (gościnnie), Adam Gorzelewski (gościnnie). Premiera 9 stycznia 2026 r. w Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego.

Komentarze
Prześlij komentarz