Co Don Kichot robiłby w naszym obłąkanym świecie?
Nadzwyczajnie piękna jest najnowsza premiera Opery Wrocławskiej. „Don Quichotte” Jules'a Masseneta we współczesności to doskonały pomysł.
I, dodam, doskonale zrealizowany. Marek Weiss-Grzesiński – reżyser spektaklu – osadził akcję w domu obłąkanych (szpitalu?), w cudownym lesie, na dyskotece (lub jej rodzaju). Don Kichot, idący pod prąd trendów światowych, walczy z bardzo, bardzo groźnymi i przerażającymi wiatrakami. I musi podejmować decyzje bolesne, boleśnie zrozumiałe. A przecież jest delikatnym człowiekiem. W jego delikatności i subtelności jest siła. Siła człowieka niedzisiejszego, ale nie naiwnego.
Po piątkowej premierze przeczytałam celną opinię Romana Osadnika, dyrektora warszawskiego Teatru Studio, doceniającego sięganie przez Operę Wrocławską po „mniej oczywisty repertuar” i „dzieła rzadziej wystawiane”. Cieszę się, bo też tak myślę.
Massenet skomponował swoje dzieło do libretta Henriego Caina, zostało ono wystawione po raz pierwszy w roku 1910. Była to historia tylko delikatnie i pośrednio zanurzona w powieści Miguela de Cervantesa. Obaj twórcy posłużyli się dramatem „Le Chevalier de la longue figure” („Człowiek o długiej twarzy”) z 1904 roku, autorstwa Jacquesa Le Lorraina. I tym sposobem „Don Quichotte” został pozbawiony chwilami dość rubasznego komizmu.
Marek Weiss-Grzesiński nie porzucił okazji do – jeśli nie śmiechu, to przynajmniej uśmiechu widza. Uśmiech/śmiech wyzwala, to oczywiste i szkoda byłoby zaprzepaścić okazję do chwilowej pogody ducha. Nie ma jednak tu zbyt wielu okazji do radosnych reakcji, za to wiele obrazów muzycznych oraz wizualnych sprawiło, że się bardzo wzruszyłam.
Przed premierą reżyser zaznaczył, że „Don Quichotte” to opowieść o miłości i to miłości rozpaczliwej. I taką miłością tytułowy bohater kocha Dulcine’ę (w premierowej obsadzie kreowała ją znakomita Justyna Rapacz). Dulcinea nie jest śliczną karczmareczką, tylko pełnokrwistą kurtyzaną, piękną kobietą i silną osobowością.
Sam Don Kichot (Rafał Siwek, wspaniały bas) wcale nie jest postacią zabawną. Budzi współczucie, ale inne niż bohater de Cervantesa. Prawdziwsze, bo też Don Kichot Siwka nie jest pozytywnym (ale jednak prawie idiotą) walczącym z wiatrakami. Jest człowiekiem z krwi i kości, umiejącym dostrzegać biedę (obdarowuje biednych) i zepsucie świata. Kiedy wchodzi w las, jest to las przepiękny (brawa dla Karoliny Jacewicz, autorki multimediów). Kiedy wchodzi w miłość, wiadomo, że to nie może się dobrze skończyć. Nie dlatego, że jest naiwniakiem, bo nim nie jest. Jest poważnym człowiekiem! Magiczne drzewo koi jego niespokojne życie. Podziwiałam Sancha Pansę (Grzegorz Szostak) – za jego oddanie naszkicowane z subtelną wiernością, bez komizmu.
Współczesność tej opowieści podkreślają kostiumy. Bohaterowie i bohaterki w kolorystycznie przebogatych strojach, wyglądają, jakby chcieli wypełnić nimi pustkę. Sceny zbiorowe są pełne dotkliwego, współczesnego chaosu. Nie na co dzień też obserwuje się wyścigi wózków inwalidzkich.
Na tle pulsujących barw Don Kichot w czarnym stroju jest postacią tragiczną. Bardzo dobrze wypadają też popisy baletu – tancerze są odziani w czerń i tańczą wschodnią sztukę walki.
Zachwycająca jest dyskretna Tańcząca Nimfa (Anna Szopa-Kimso) – klasycznym pięknem podkreśla szaleństwo świata.
Oprócz wspomnianego już lasu, jest tu wiele pięknych wizualizacji. A muzycznie? Perła. Arie doskonale współbrzmiały z orkiestrą. Nie ma sobie równych solo wiolonczelowe w wykonaniu Tomasza Strahla, bardzo dobre jest też gitarowe solo Karola Woźniaka. Razem z chórem spektakl jest piękną muzyczną całością. Gratuluję zespołowi tej premiery. Jest znakomita.
Małgorzata Matuszewska
Fot. Karpati&Zarewicz/Opera Wrocławska
„Don Quichotte”, premiera w Operze Wrocławskiej 20 lutego 2026. Kierownictwo muzyczne, dyrygent: Patrick Fournillier. Reżyser: Marek Weiss-Grzesiński. Scenografia: Jagna Janicka. Choreografia: Izadora Weiss. Kostiumy: Paprocki & Brzozowski. Reżyseria świateł: Bogumił Palewicz. Multimedia: Karolina Jacewicz. Obsada premiery (20 lutego): Dulcinea – Justyna Rapacz, Don Kichot – Rafał Siwek, Sancho Pansa – Grzegorz Szostak, Pedro – Agnieszka Adamczak, Garcias – Alina Prochowska, Juan – Łukasz Rosiak, Rodriguez – Paweł Żak, Tańcząca Nimfa – Anna Szopa-Kimso. Solo wiolonczelowe – Tomasz Strahl, solo gitarowe – Karol Woźniak. Chór Opery Wrocławskiej, Balet Opery Wrocławskiej, Orkiestra Opery Wrocławskiej.

Komentarze
Prześlij komentarz