Studium rozpaczy, samotności i nadziei ponad wszystko
Na spotkania z marionetką i osobą aktorską idę do „Lalek” nie tyle po zabawę, ile po mądry ogląd świata. Oglądając spektakl „Matei Brunul”, przeznaczony – co ważne, dla widzów powyżej 16. roku życia – nie zawiodłam się. Jest po co odwiedzić „Lalki”.
Na Małej Scenie króluje szarość, duszność i strach. Syn Włoszki i Rumuna, marionetkarz Matei (Tomasz Szczygielski), zostaje niesłusznie oskarżony i trafia do koszmarnego obozu pracy. Nawet nie wie, co „złego” zrobił. Jest torturowany, wypada z trzeciego piętra bloku, w którym pracował, traci pamięć. Wciąż cierpi na amnezję, kiedy go wypuszczają. Zaczyna pracować w Państwowym Teatrze Lalek. Jest z nim Bazylek – marionetka (bardzo udana postać zaprojektowana przez Macieja Luścińskiego). Towarzystwo lalki zdaje się być słabą pociechą dla dorosłego człowieka, ale Bazylek pomaga. Można z nim pogadać, a nawet pójść na spacer. Można próbować sięgnąć do głębi duszy marionetki. Czy Bazylek jest jedyną postacią z dawnego świata, zostawionego w oparach niepamięci?
Straszny system nie zostawia byłego więźnia w spokoju, nadzorując życie. I próbując przerobić na „nowego człowieka”, obywatela tego „wspaniałego” świata. Oficer bezpieki (Krzysztof Grębski), „swój chłop”, nie zbytnio przerażający, a nawet – to dziwna cecha aparatczyka – mający sumienie i czujący się winnym upodlenia Brunula, wzbudza nieco wesołości w odbiorcach sztuki. Po premierowym spektaklu dyskretnie dziwił się temu Lucian Dan Teodorovici, autor książki. Ale docenił wrocławską inscenizację. – Wiedziałem, że będzie trudno ją przełożyć na język spektaklu – mówił po premierze. I dodał: – Jestem zafascynowany, że narracja przedstawienia w dużej mierze oddała narrację książki.
Matei ma gdzie mieszkać, ale rzeczywistość, której części nie pamięta, przeraża go. Nie pomaga nawet pracująca w hotelu Eliza (Aneta Głuch-Klucznik), ładna kobieta, której nie może ufać. Ufać może tylko marionetce.
Klimat beznadziei oraz strachu świetnie oddaje muzyka na żywo Sambora Dudzińskiego (także odtwórcy strażnika Zacornea). I bardzo dobra, ascetyczna scenografia Mirosława Chudego.
Stalinowski reżim w Rumunii i dramat człowieka niszczonego przez totalitaryzm to nie jest łatwa mieszanka. W Polsce słabo znamy historię Rumunii. Jeśli już, wiemy nieco więcej o epoce, w której rządził Nicolae Ceaușescu, zakończonej wyjątkowo dramatycznie, zabiciem dyktatora w 1989 roku. O latach pięćdziesiątych zeszłego wieku, wiemy bardzo mało, właściwie nic. A stalinizm w rumuńskiej odsłonie był czymś potwornym. Nie bez powodu opisał go sam Aleksander Sołżenicy w „Archipelagu GUŁag”.
Samą książkę, precyzyjnie i ze znajomością tematu przetłumaczoną przez Radosławę Janowską-Lascar, doceniły czytające ją osoby – ponad dekadę temu zdobyła Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej, część Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”.
Teodorovici chciał pokazać, że zło może się zakorzenić także w ludziach dobrych. I, choć nie zna języka polskiego, a oglądał przedstawienie wystawione po polsku, stwierdził, że odczuł emocje zawarte w powieści.
Oglądając spektakl, nie sposób nie pamiętać o ludziach wciąż żyjących pod buciorami dyktatorów. Świat nie zmienił się na lepsze?
Spektakl „Matei Brunul” jest poświęcony pamięci zmarłego przed rokiem profesora Wiesława Hejny – wieloletniego dyrektora Wrocławskiego Teatru Lalek, twórcy słynnej Małej Sceny dla Dorosłych, reżysera przełomowych przedstawień polskiego teatru lalek, w tym tzw. „tryptyku władzy” – trzech przedstawień Wrocławskiego Teatru Lalek, zrealizowanych na podstawie: „Procesu” Franza Kafki (1985), „Gyubala Wahazara” Witkacego (1987) oraz „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego (1989). We wszystkich tych spektaklach rozważano temat wpływu władzy na jednostkę. Jerzy Bielunas i Aneta Głuch-Klucznik, reżyserzy nowego przedstawienia dla dorosłych, pięknie pokazali wielką historię w minimalistycznej formie.
Małgorzata Matuszewska
Fot. Tobiasz Papuczys
Spektakl na podstawie powieści Luciana Dana Teodorovicia pt. „Matei Brunul” w przekładzie Radosławy Janowskiej-Lascar (Wydawnictwo Amaltea, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2014).
Adaptacja: Jerzy Bielunas. Reżyseria: Jerzy Bielunas, Aneta Głuch-Klucznik. Reżyseria światła: Alicja Pietrucka. Muzyka: Sambor Dudziński. Kostiumy: Elżbieta Terlikowska-Misiak, Monika Luścińska-Polak. Marionetka: Maciej Luściński. Scenografia: Mirosław Chudy. Obsada: Tomasz Szczygielski (gościnnie), Sambor Dudziński (gościnnie), Aneta Głuch-Klucznik, Krzysztof Grębski, Sławomir Przepiórka, Piotr Starczak, Marek Tatko. Producent: Instytut im. Jerzego Grotowskiego, partner: Wrocławski Teatr Lalek.
Premiera 8 listopada 2025 r. Spektakl można obejrzeć 17, 18, 19 i 22 kwietnia we Wrocławskim Teatrze Lalek.

Komentarze
Prześlij komentarz