Posty

Z dworca prosto do życia. Czule i z empatią

Obraz
„Ale tu pięknie!” – zachwycała się Maja Ostaszewska, zaczynając „Wyspę”. I tak właśnie było w Sali Sesyjnej wrocławskiego Dworca Głównego PKP, w czasie trzeciej już edycji pokazów Teatru PO KOLEI. Pięknie, magicznie, poruszająco. Teatr PO KOLEI to nie tylko performatywne czytanie sztuk (nie ujmuję tym stwierdzeniem wartości takich czytań). Może jeszcze nie pełny spektakl, coś na pograniczu. Słuchowisko z precyzyjnie dołączonymi dodatkami. Wspomniane „coś” jest zachwycające. Na początku każdego wydarzenia było słowo, czyli autorskie sztuki Tomasza Mana, także reżysera trzech wydarzeń tej edycji. I trzeba przyznać, że sztuki zostały napisane mistrzowskimi słowami. Tomasz Man dostrzegł ważne problemy dzisiejszej rzeczywistości, pokazał je nie brutalnie, tylko ujął w słowne ramy łagodnie, delikatnie, szanując kruchość. Aktorskie pary czytały teksty świetnie, dobrym pomysłem było ukrycie kartek za czarnymi stojakami, zlewającymi się z przestrzenią. Precyzyjną „kropką nad i” w każdym scenicz...

Wiecznie jesteśmy na rodeo

Obraz
Eksplozja perfekcyjnego ruchu, mimiki, gestów, a także słów – co to są za fantastyczne zawody! „Wieczne rodeo” – ostatnia w jubileuszowym sezonie premiera Wrocławskiego Teatru Pantomimy zachwyca. A jak się ją odbiera, ściśle zależy od osoby odbierającej. Akurat potrzebowałam chyba śmiechu i zabawy, więc się śmiałam. Myślę, że można było się wzruszyć, a nawet zapłakać. Anna Karasińska, autorka koncepcji i reżyserka, zaproponowała „wspólne przeżycie”. I taki to jest spektakl, nie mający treści, bazujący na formie (cudownej!). Anna Karasińska w rozmowie z Mariuszem Turchanem, zamieszczonej w programie do przedstawienia, mówiła: „Zaczęliśmy od zauważenia pokrewieństwa pantomimy i melodramatu i doprowadziło nas to do pracy z samym przeżywaniem i sytuacją jego publicznego manifestowania”. Jest więc i płacz, i śmiech, i przeróżne miny, gesty, są recytacje discopolowych piosenek, są śpiewy. A my przeżywamy to wszystko z nimi: aktorami z najwyższej półki. Czym jest rodeo? Sportem, odzwierciedla...

Ten „Sen” chcę śnić codziennie

Obraz
Nadzwyczajna jest ostatnia premiera tego sezonu w Operze Wrocławskiej. Balet „Sen nocy letniej” wart wielokrotnego podziwiania. Co za lekkość, cóż za humor! Zachwycił mnie kunszt zespołu baletowego - tancerki i tancerze są na najwyższym poziomie. „Sen” ma długą historię. Przecież to bardzo popularna komedia Szekspira, od dawna śpiewana, inscenizowana, tańczona, filmowana. Ale dlaczego balet wydaje się (i jest!) wymarzoną formą do wyrażenia „Snu”? Żeby tak lekko opowiedzieć o magicznych i realnych perypetiach miłosnych, przyjacielskich, o grach i gierkach bohaterów, właściwie nie potrzeba słów. Balet ze swoim perfekcyjnym ruchem (w wykonaniu zespołu Opery Wrocławskiej nie zawaham się przed użyciem określenia „perfekcyjny”, bo taki właśnie jest), z możliwością uruchomienia gestów i min, nadaje się do tego doskonale. Wielowątkowość (w tej opowieści są aż cztery wątki, ale nie obawiajcie się Państwo pogubienia), są zgrabnie połączone, wiążą się i przeplatają. „Szekspir napisał komedię praw...

Wratislavia Cantans wskaże naszą odpowiedzialność?

Obraz
Tegoroczny, 61. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego ma hasło „Smuga cienia”. Trzeba przyznać, że wyjątkowo intrygujące, zwłaszcza w kontekście czasów, w których żyjemy. Zeszłoroczna, jubileuszowa edycja festiwalu nosiła tytuł „Raj utracony [?]”. Tegoroczna fraza „Smuga cienia” nawiązuje do noweli Josepha Conrada pod tym właśnie tytułem. Uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy ubiegłego wieku, Conrad napisał swoją nowelę w 1916 roku. Wielu uważa, że nawiązał do I wojny światowej. Conradowska „smuga cienia” to przekraczanie granic, opowieść o trudnych czasach, trudnych decyzjach, odpowiedzialności, dojrzałości, zagrożeniach, wspólnocie. Czyli o tym, bez czego nie istnieje życie. Wratislavia Cantans po raz drugi rozbrzmi pod artystyczną dyrekcją Andrzeja Kosendiaka, muzyka świetnie znającego sam festiwal, Narodowe Forum Muzyki, występujących artystów i oczekiwania melomanów. A może nie tyle oczekiwania, co potrzeby, nawet te, których nie nazywamy, ...

Niech ten sen się nie kończy

Obraz
Dawno nie przeżyłam tak dziwnego procesu emocjonalnego oraz poznawczego, siedząc w teatralnym fotelu. Od zdumienia, lekkiej niechęci, czekania „kiedy to się skończy”, do zachwytu. Tak, tak, „Państwo Snu” wywołuje emocje ekstremalne. Może nic dziwnego, skoro spektakl został zrealizowany na podstawie właściwie nieznanej powieści Alfreda Kubina (malarza, prekursora surrealizmu) pt. „Po tamtej stronie”, w dodatku często kwalifikowanej jako powieść fantastyczna. To zaszeregowanie oczywiście nie przekreśla dobrego odbioru, nawet, jeśli niespecjalnie się lubi fantastykę. Dodam, że właśnie niespecjalnie lubię fantastykę, ale ten spektakl lubię bardzo. Senne marzenia, koszmary, sny dobre, złe, prorocze – sam gatunek, zawarty przecież już w tytule przedstawienia, prowokuje do powstania czegoś przerastającego rozumienie odbiorcy. I łatwo się pogubić – i w tworzeniu dzieła, i w jego odbiorze. Ale, jeśli przychodzi się do teatru nie po banalną rozrywkę, tylko będąc otwartym na to, co odbędzie się n...

Ciszej i ciszej co dnia

Obraz
Agata Kucińska jest Osobą, która przytrafia się raz na wiele lat. Na pokolenie? Na czyjeś pojedyncze życie? Jestem bardzo wdzięczna, że jest i że pracuje. Ta artystka teatru lalek (a przecież nie tylko lalkami się zajmuje), jest jedną z najwybitniejszych. Jest wzorcem z Sèvres sztuki aktorskiej. I nie tylko sztuki! Jest wzorcem uważności. Bo bez uważności nie da się tworzyć, można tylko odtwarzać. Życiem jest tworzenie, nie odtwarzanie. Cieszę się, że ta wielka postać sięgnęła po książkę Małgorzaty Halber „Hałas” i użyła jej do stworzenia nadzwyczajnego spektaklu pod tym samym tytułem, składając go z własnymi tekstami. Co tam, stworzenia spektaklu. Przecież aktorka, tkając ludzika, prowadząc go przez ulicę na wiecznie czerwonym świetle, dając mu jego własne, małe i ważne życie, tworzy prawdziwy wszechświat, prawdziwy, cudny mikrokosmos. I każda osoba oglądająca ją (właściwie ich) na maleńkiej scenie, na której zwykle prezentowane są przedstawienia dla małych widzów, tych w wieku, powie...

Studium rozpaczy, samotności i nadziei ponad wszystko

Obraz
Na spotkania z marionetką i osobą aktorską idę do „Lalek” nie tyle po zabawę, ile po mądry ogląd świata. Oglądając spektakl „Matei Brunul”, przeznaczony – co ważne, dla widzów powyżej 16. roku życia – nie zawiodłam się. Jest po co odwiedzić „Lalki”. Na Małej Scenie króluje szarość, duszność i strach. Syn Włoszki i Rumuna, marionetkarz Matei (Tomasz Szczygielski), zostaje niesłusznie oskarżony i trafia do koszmarnego obozu pracy. Nawet nie wie, co „złego” zrobił. Jest torturowany, wypada z trzeciego piętra bloku, w którym pracował, traci pamięć. Wciąż cierpi na amnezję, kiedy go wypuszczają. Zaczyna pracować w Państwowym Teatrze Lalek. Jest z nim Bazylek – marionetka (bardzo udana postać zaprojektowana przez Macieja Luścińskiego). Towarzystwo lalki zdaje się być słabą pociechą dla dorosłego człowieka, ale Bazylek pomaga. Można z nim pogadać, a nawet pójść na spacer. Można próbować sięgnąć do głębi duszy marionetki. Czy Bazylek jest jedyną postacią z dawnego świata, zostawionego w oparac...

46. PPA: Niebanalność, kreatywność, wspaniałość!

Obraz
Co to była za przepiękna, dziesięciodniowa prezentacja wachlarza możliwości aktorskiej piosenki, jej użycia, kontekstów, interpretacji! Piosenki oczywiście szeroko rozumianej. Bo twórcy Przeglądu Piosenki Aktorskiej nie ograniczają wyobraźni i nie mieszczą się w ramach. Po prostu w żadnych ramach. 46. Przegląd Piosenki Aktorskiej zakończył się w niedzielę (29 marca) przecudownym koncertem. Nie boję się użyć tego określenia, bo Zofia Sofinka Imiela, laureatka Grand Prix zeszłorocznego Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki, była po prostu olśniewająca. Artystka tak zapowiadała koncert „Confluence”: „to nie jest skończona opowieść, lecz podróż: splot korzeni i wpływów, tradycji i eksperymentu, przeszłości i teraźniejszości. Ta historia nie ma końca. Ta historia nieskończenie płynie dalej”. Nadzwyczajnie piękne teksty Sofinki (brawo za mądre spojrzenie na ojczyznę), podane z towarzyszeniem fortepianu, który nie był instrumentem towarzyszącym, ale samym sercem całości, świetny kontraba...

Co Don Kichot robiłby w naszym obłąkanym świecie?

Obraz
Nadzwyczajnie piękna jest najnowsza premiera Opery Wrocławskiej. „Don Quichotte” Jules'a Masseneta we współczesności to doskonały pomysł. I, dodam, doskonale zrealizowany. Marek Weiss-Grzesiński – reżyser spektaklu – osadził akcję w domu obłąkanych (szpitalu?), w cudownym lesie, na dyskotece (lub jej rodzaju). Don Kichot, idący pod prąd trendów światowych, walczy z bardzo, bardzo groźnymi i przerażającymi wiatrakami. I musi podejmować decyzje bolesne, boleśnie zrozumiałe. A przecież jest delikatnym człowiekiem. W jego delikatności i subtelności jest siła. Siła człowieka niedzisiejszego, ale nie naiwnego. Po piątkowej premierze przeczytałam celną opinię Romana Osadnika, dyrektora warszawskiego Teatru Studio, doceniającego sięganie przez Operę Wrocławską po „mniej oczywisty repertuar” i „dzieła rzadziej wystawiane”. Cieszę się, bo też tak myślę. Massenet skomponował swoje dzieło do libretta Henriego Caina, zostało ono wystawione po raz pierwszy w roku 1910. Była to historia tylko del...

Czekać, jak to łatwo powiedzieć... mistrzowska „Odyseja”

Obraz
Co to jest za przepiękna historia! Jaka (niestety), wciąż aktualna… I jak mistrzowsko: opowiedziana, zagrana, wyśpiewana, pokazana. Majstersztyk! „Odyseja” to cud na Scenie Ciśnień wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol. Każda osoba powinna ją obejrzeć. Epos Homera, napisany dwa i pół tysiąca lat temu, jest świeży, a historie ludzi opowiedziane na scenie bolesne, szarpiące duszę. I zrozumiałe, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj, dziś. W centrum wydarzeń jest nie tylko cierpiący, straumatyzowany Odyseusz (w tej roli występujący gościnnie w Capitolu Sambor Dudziński – mistrz drobnych gestów, spojrzeń i gry na instrumencie), ale także Penelopa (Justyna Szafran jest mistrzynią prezentacji zmian w sercu kobiety, zachodzących przez lata czekania na ukochanego mężczyznę). Odyseusz wraca z całkiem wygodnego miejsca, by ocalić siebie samego. Czy ocalenie siebie samej jest pisane także Penelopie? Jarosław Murawski, autor scenicznego tekstu, nie „przepisał” go na współczesny język, wykorzy...

Najwspanialsze baśnie to te „złe”

Obraz
Kto jeszcze nie był, proszę pędzić na ulicę Księcia Witolda. Piekarnia Żywa Kultura dzięki Wrocławskiemu Teatrowi Pantomimy stała się miejscem, w którym z pieca wychodzi ciepły, niczym świeży bochenek, sens zła rozumianego na nowo. Od dłuższego czasu Wrocławski Teatr Pantomimy zaskakuje. Na pewno swoich najdawniejszych widzów, bo coraz częściej używa słów. Te zaskoczenia są coraz bardziej pozytywne. A we współpracy z Marcinem Liberem, głównym piekarzem „Złych baśni”, zaskoczenie osiągnęło swoistą kulminację. Wbrew tytułowi spektaklu – „Złe baśnie” – kulminację dobra. Kanwą „Złych baśni” stały się te napisane przez braci Grimm i zebrane w tomie „Żyli długo i szczęśliwie, póki nie umarli. Nieznane baśnie braci Grimm” w wyborze i przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej. Marcin Liber, autor adaptacji i reżyser przedstawienia, pisze o nim we wstępie: „Złe baśnie” nie są skierowane do dzieci, ale do byłych dzieci, które chcą wreszcie zrozumieć, czym je „karmiono”. Czym nasiąkły za młodu. To a...

Najpełniejszy i najpiękniejszy bazar świata

Obraz
Są spektakle zachwycające pomysłem, poruszanymi tematami, perfekcją wykonania. I są takie, które nie tylko treścią oraz formą zapadają w serca, bo ich twórcy ogrzewają widzom serca. I takim spektaklem jest najnowsza premiera na Scenie Restauracja we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol. Co to jest za wspaniały „ON (BAZ)AIR”! Do przeżycia niezwykłych chwil nie jest wcale potrzebny bazar egzotyczny. Wystarczy ten nasz, zwyczajny, z białym serem, rzodkiewką, naleśnikami, zegarkami, stertą plastikowych pojemników i różami. Tu naprawdę można złapać oddech. Wszystko aż kipi życiem. Opowieści bazarkowe prezentuje Rafał Derkacz, debiutujący formą monodramu. Jest świetny, to debiut, którego nie da się zapomnieć. Aktor chwyta za serce prawdziwością emocji i z serca opowiadanych ludzkich spraw. Oglądając bazarowe życie wzruszamy się, serdecznie śmiejemy i martwimy o przyszłość użytkowników bazaru z każdej strony lad/stoisk/dywaników. Nieduża z natury forma monodramu w rękach twórców tego przedst...

„Raj utracony [?]”, czyli 60. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego

Obraz
W niespokojnej rzeczywistości w Polsce, dramatycznej poza jej granicami, trudno jest znaleźć własne, harmonijne miejsce. Czy ludzkość już straciła swój raj? Czy może właśnie traci go kolejny raz? Czy siła muzyki pomoże nam znaleźć wytchnienie i właściwą drogę? W swoje 60. urodziny Wratislavia Cantans będzie rozbrzmiewać pod artystyczną dyrekcją Andrzeja Kosendiaka – osoby, która festiwal zna świetnie, bo przecież, jak opowiedział Jakubowi Kukli w wywiadzie, na początku był słuchaczem wydarzeń i wiele z nich pamięta do dziś. Trzydzieści cztery lata temu po raz pierwszy wystąpił na festiwalu, potem kierował nim jako całością, prowadząc i festiwal, i Narodowe Forum Muzyki. Andrzej Kosendiak zna więc świetnie tradycje festiwalu, wyzwania przed nim stojące i potrzeby nas, melomanów. „(…) myślę, że siłą festiwalu cały czas jest jego formuła. Wciąż muzyka wokalno-instrumentalna, głos ludzki, utwory oparte na tekście są tym elementem, który odróżnia Wratislavię Cantans od innych wydarzeń kultu...

Nie wrzucajcie nas do wrzątku!

Obraz
Kiedy człowiek choruje ciężko, a nawet terminalnie, jego świat staje na głowie. To oczywiście banalne stwierdzenie. Podobnym banałem są frazy „warto przejść godnie przez życiowy kryzys”, „trzeba zrobić wszystko, by nie stracić nadziei”. Tylko, że banalna rzeczywistość nie jest nieważna, warto się nad nią pochylić z czułym zainteresowaniem. W końcu życie i śmierć składają się z bardzo wielu banalnych zdarzeń, najważniejszych, bo przeżywanych przez nas. Bardzo ładnie pokazuje to team artystów Teatru Kombinat, w spektaklu „Lobster”. Trzeba być silną osobowością, a taką niewątpliwie jest chorująca terminalnie Ewa (Angelika Wójcik), by chorować, delikatnie mówiąc, niestereotypowo. Ewa traktuje chorobę jako wydarzenie ekonomiczne, pokazuje, jak mierzyć się z ZUS-em (dostaniemy informacje, co na siebie włożyć, żeby urzędnicy zrozumieli nasze potrzeby!). Dla niej jest to także wydarzenie związane z pracą, z twórczością i realizowaniem podcastów, z matką, ze swoim własnym „ja”, z partnerem i w...

Nikt tak nie uczy tolerancji i współistnienia…

Obraz
… jak Wrocławski Teatr Lalek! „Zła dziewczynka”, najnowsza premiera dla dzieci w wieku 7+, jest po prostu wspaniała. W dodatku (bardzo cennym dodatku!), przedstawienie dla młodych widzów wręcz porywa dorosłych. Koniecznie trzeba je obejrzeć, zachęcam nie tylko osoby, które na co dzień mierzą się w trudnym tematem neuroróżnorodności, ale także wszystkie, dla których ważny jest temat współistnienia we wspólnocie. Nikomu przecież nie trzeba tłumaczyć, że wszyscy w niej żyjemy, a chodzi o to, żeby żyło nam się mądrze, dobrze i wygodnie. Wartości edukacyjnych nie warto prezentować w sposób nadęty, moralizatorski. Nie warto też ich przekolorować, osładzać trudności, bo widzowie przejedzą się nimi, jak cukrową watą. Teatralny duet: Maria Wojtyszko (tekst i dramaturgia) i Jakub Krofta (reżyseria) dobrze znają dzieci i sceniczną materię. We współpracy z rewelacyjnym zespołem powstała perła! Przyznam, że oglądając zdjęcia z prób przed premierą, zniechęciłam się widokiem bardzo odważnych kostiumó...